FUERTEVENTURA, CZYLI WAKACJE NA WYSPIE WIATRU

Fuerteventura

Fuerteventura to druga co do wielkości z Wysp Kanaryjskich należących do Hiszpanii. Leży niespełna sto kilometrów od wybrzeży Afryki i ma prawie sto kilometrów długości. Kiedyś była spichlerzem dla archipelagu, ale piasek nanoszony tu przez lata z Sahary, wybuchy wulkanów i częste susze sprawiły, że obecnie dominuje tu pustynny krajobraz.

Jedni uważają, że nazwa Fuerteventura wywodzi się z języka francuskiego i oznacza „mocną przygodę” (francuskie: forte aventure), bo Jean de Bethencourt, który w 1402 roku przybył na podbój wyspy natrafił na znaczący opór miejscowych i musiał zawrócić do Hiszpanii po posiłki. Inni wiążą nazwę Fuerteventura z wiejącymi tu nieustannie silnymi wiatrami (hiszpańskie: fuerte – mocny, viento – wiatr).

P1030579

WIEJE, WIEJE I WIEJE…

Jeśli piszą, że Fuerteventura to „mekka dla wielbicieli sportów wodnych”, to znaczy że musi tu nieźle wiać. Potwierdzam: wieje non stop. Kiedy w kwietniu 2014 planowaliśmy krótkie wakacje na wyspie zadawałam sobie pytanie: czy warto, czy da się w tym „przeciągu” wytrzymać? Po pobycie odpowiadam: warto przyjechać na Fuerteventurę, bo to piękne przyrodniczo miejsce, ale chyba nie dłużej niż na tydzień, bo poza niesamowitą naturą, nie ma tu zbyt wielu rzeczy do zobaczenia.

My zatrzymaliśmy się w hotelu położonym w Caleta de Fuste, kilka kilometrów na południe od lotniska w Puerto del Rosario. W kwietniu było około dwudziestu stopni C i można się było opalać, ale raczej nie na plaży, tylko na leżakach wkoło basenu, gdzie jest się chronionym od wiatru przez zabudowania hotelowe i roślinność. Na plażę wychodziło się właściwie tylko na popołudniowy lub wieczorny spacer.

P1030650
P1030656

PLAYA DE SOTAVENTO

Fuerteventura posiada ponad sto plaż, niektóre są bardzo szerokie i słynne na cały świat, na przykład długa pokryta białym piaskiem Playa de Sotavento. Co roku odbywają się na niej międzynarodowe zawody w windsurfingu.

Teoretycznie można się tu rozłożyć wygodnie na ręczniku plażowym, by podziwiać śmiałków walczących z wiatrem na swoich deskach albo poczytać sobie książkę. Niestety, w praktyce to niewykonalne – silny wiatr podrywa ziarenka piasku i krążą one z wielką siłą w powietrzu na wysokości „do kolan”. Czytanie czy po prostu wylegiwanie się na ręczniku jest potwornie uciążliwe. Za to z całego serca polecam długie spacery połączone z darmowym peelingiem łydek 🙂

Plaża Sotavento jest wyjątkowo piękna, dzika, niezagospodarowana (w oddali stoi kilka hoteli, ale turystów prawie nie widać). Wiatr nawiewa na piasek wodę tworząc laguny, a mini-baseny doskonałe nadają się do igraszek dla dzieci i dorosłych. Można tu wędrować godzinami i rozmyślać, medytować, po prostu być sam na sam z przyrodą.

P1030565
P1030622
P1030582
P1030569
P1030550

COFETE

Szykując się do wyjazdu na Fuerteventurę przeczytałam, że koniecznie trzeba odwiedzić plażę Cofete. Potwierdzam: KONIECZNIE.

To jedno z najniezwyklejszych miejsc, jakie miałam okazję do tej pory oglądać. Dotarcie tu wymaga sporego zachodu – z południowo-wschodniego wybrzeża wyspy z Morro Jable do miejscowości Cofete wiedzie wyboista droga (ubita przez poruszające się nią pojazdy, żadnego asfaltu). Bujaliśmy się po niej w wynajętym samochodzie jak w balii na środku wzburzonego oceanu. Po kilkudziesięciu minutach zatrzymaliśmy się na grzbiecie, by spojrzeć na plażę z góry. Wiatr był tak silny, że trudno było wysiąść z auta i trudno było potem do niego wrócić.

P1030275
P1030312
P1030288

W drodze na plażę ujrzeliśmy restaurację (wcześniej mijaliśmy jej reklamę, ale sądziliśmy, że to jakieś stare znaki, że biznes od dawna nie funkcjonuje). Starej wioski Cofete już nie ma, a restauracja działa wyłącznie dla przybywających tu turystów. Na szczęście przez uciążliwy dojazd nie ma ich tu zbyt wielu.

My byliśmy w Cofete około jedenastej rano i przed zjechaniem na plażę postanowiliśmy napić się kawy. Właściciel restauracji wydając nam napoje i lody dla dzieci poprosił, żebyśmy nie zajmowali stolików do jedzenia, bo zaraz zjadą się tu ludzie na lunch. „Wariat, nikogo tu nie ma i nie będzie”, pomyśleliśmy. Jednak ku naszemu zdumieniu pół godziny później parking przed knajpą wypełnił się samochodami…

P1030321

Wciąż jednak na plaży (która ma dwanaście kilometrów długości) było około dwudziestu osób i nie pojawiło się więcej przez cały dzień. Planowaliśmy zostać na Cofete godzinkę (a potem udać się na dalsze zwiedzanie), zostaliśmy pięć…

P1030357
P1030389
P1030399

Cofete… Jest w tym miejscu coś dzikiego, pierwotnego. Groźne fale walą o brzeg, a z powodu silnych prądów morskich i wirów nikt nie odważy się tu wejść do wody. Wiatr wyje i zawodzi. W oddali widać willę Gustawa Wintera. Wygląda jak twierdza. Legenda głosi, że gospodarz współpracował z nazistami,
z willi do plaży wiedzie podziemny tunel. Podobno mieścił się tu punkt przerzutowy dla nazistów uciekających do Ameryki Południowej, a na piasku lądowały niemieckie samoloty… 

P1030322

Poza tą dziwną budowlą brak tu jakichkolwiek innych śladów cywilizacji. Bliżej oceanu znajduje się cmentarz ogrodzony kamiennym murkiem z nagrobkami przysypanymi piachem, przypominający, że kiedyś była tu wioska, że toczyło się tu „zwyczajne” życie. Spacerując po bezkresnej plaży ma się poczucie wolności, nieskończoności, potęgi przyrody. Och, jak maluczcy jesteśmy w zderzeniu z naturą! My przeminiemy, a ocean dalej będzie walił o brzeg, wiatr nadal będzie tu wiał…

P1030413

CORRALEJO

Kolejnego dnia udaliśmy się do Corralejo. Kiedyś była to rybacka wioska, dzisiaj jest prężnie działający ośrodek turystyczny. Z portu można się dostać promem na sąsiednią Lanzarote czy Lobos. Ale celem naszej wyprawy był park krajobrazowy z wydmami. Dojeżdża się do niego drogą krajową (ogrodzoną
z dwóch stron palikami, by można było ją odnaleźć, gdyby zawiał ją piach), parkuje się samochód i już, można podziwiać złote pagórki i turkusową wodę. I oczywiście robić sobie pamiątkowe zdjęcia. Wcześniejsze układanie fryzury do tychże zdjęć mija się z celem…

P1030489
P1030465
P1030467
P1030455

Podróżując z Corralejo na południe w kierunku dawnej stolicy Betancurii zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym Morro Velosa. W budynku można obejrzeć model wyspy, poznać jej geologiczną historię, napić się kawy czy wreszcie z tarasu podziwiać góry Fuerteventury.

P1030513
P1030502
P1030517

ROWEREM PO FUERTEVENTURA

Na pobyt na wyspie Mąż oczywiście wypożyczył sobie rower. Pierwszego dnia udał się na przejażdżkę w stronę Corralejo. W kierunku północnym mordował się jadąc pod wiatr, zadzwonił po dwóch godzinach i powiedział, że wróci nieprędko. Pojawił się po 45 minutach, wiatr dosłownie „przypchał” go do hotelu…

Czy polecam wyjazd na Fuerteventurę? Jasne, że tak! To była „mocna przygoda” 🙂

P1030554

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *