La Cucaracha, czyli wyprawa na Teneryfę

– A może by tak na ferie zimowe zamiast na narty pojechać tym razem gdzieś, gdzie jest ciepło? Na przykład na Teneryfę – niewinnie zaproponował Mąż.
Ukradł ten pomysł wyjazdu na Teneryfę od kolegów–kolarzy, którzy od lat jeździli na wyspę, żeby potrenować podjazdy z poziomu oceanu pod wulkan El Teide.
Sami przymierzaliśmy się do Teneryfy już wcześniej, zbieraliśmy wskazówki o tym, gdzie się zatrzymać i co zobaczyć. Jedna z informacji pozyskanych z pierwszej ręki nie dawała mi spokoju – znajoma opowiedziała mi o karaluchach, które nawiedzały ją nocą w hotelowej łazience… Aaa!!!
Oczywiście rzuciłam się do internetu, żeby poczytać więcej na temat tej atrakcji i dowiedziałam się, że owszem karaluchy żyją na Wyspach Kanaryjskich, bo tam mają cieplutko przez cały rok. Te kanaryjskie są dużo większe od tych, które znamy (6 cm długości) i dodatkowo potrafią latać (super). Podobno przynoszą szczęście i dlatego nie powinno się ich zabijać tylko zawinąć w gazetę i wynieść na zewnątrz (oczami wyobraźni zobaczyłam jak ten owad-gigant współpracuje ze mną i pozwala „po dobroci” bezpiecznie odholować się na dwór). Ktoś inny pocieszał mnie, że karaluchy żyją głównie w dużych ośrodkach turystycznych (uwielbiają hotelową kuchnię) i radził, żebym przestała marudzić. Pakując się do wyjazdu nuciłam sobie pod nosem polską wersję przeboju „La Cucaracha” z filmu „Gwiezdny pył” Andrzeja Kondratiuka i Igi Cembrzyńskiej, którą pamiętałam jeszcze z dzieciństwa.
I tak w połowie lutego, kiedy w ojczyźnie termometry pokazywały ujemne wartości wsiedliśmy do samolotu, by kilka godzin później stanąć bosymi stopami na czarnej wulkanicznej plaży…

EL MEDANO
El Medano to niewielkie miasteczko na południu Teneryfy. W porównaniu z innymi jest mało turystyczne. Leży kwadrans autem od lotniska, ale w samej miejscowości nie słychać hałasu samolotowych silników. Jest tu kilka niedużych hoteli i sporo apartamentów do wynajęcia. Są restauracje, bary, supermarkety, piekarnia, apteka i lekarz. Jednym słowem wszystko, czego potrzeba na wakacjach.
El Medano ze względu na wiatr jest ulubionym miejscem surferów. Czuć tu powiew młodości, panuje wyluzowana atmosfera i tym miejscowość wyróżnia się od innych na wyspie zamieszkałych głównie przez niemieckich i angielskich emerytów. Samego wiatru nie należy się obawiać, wieje tylko czasami i nie jest uciążliwy czy w jakikolwiek sposób nieprzyjemny. Za to dzięki przybywającym tłumnie na plażę surferom w miasteczku ciągle „coś się dzieje”. Można podziwiać ich odwagę (poruszają się po wodzie z ogromną szybkością), a oczy cieszą bujające się na wietrze kolorowe żagle.
My wynajęliśmy mieszkanie przy plaży w El Medano (kompleks Los Balos) z ogromnym tarasem (widok pierwsza klasa). Miło wspominam spacery po bułki, każdego poranka wędrowałam do sklepu plażą. Jeśli nie macie ochoty na przyrządzanie posiłków we własnym zakresie, możecie stołować się w surferskim barze przy plaży o nazwie „Flashpoint”; serwują tam smaczne jedzenie i dobrą kawę.

MONTANA ROJA I PLAYA DE LA TEJITA
El Medano ma piaszczystą plażę. Drewniany deptak zachęca do spacerów, a na zachodnim krańcu miejscowości płynnie przechodzi w dziką drogę wiodącą na Montana Roja. Łatwo wydostać się poza miasto, a przy okazji obejrzeć je sobie z innej perspektywy. Można też wdrapać się na czerwoną górę (ten wulkaniczny stożek o wysokości 171 m n.p.m. zdobędziecie w pół godziny). Koniecznie wybierzcie się też na sąsiednią dziką Playa de La Tejita (według mnie jedną z ładniejszych na wyspie).

POGODA W LUTYM NA TENERYFIE
Przyjemna temperatura (około 20 stopni C) utrzymuje się przez całą dobę. Pozwala opalać się i pływać w oceanie (najlepiej w piance), a wieczorami przesiadywać na tarasie. Przez dwa tygodnie trafił nam się jeden deszczowy dzień (spędziliśmy go na zakupach, bo na „Kanarach” część towarów jest tańsza) i jeden dzień z przelotną mżawką (przeczekaliśmy ją pod palmą na plaży Las Teresitas). Po raz pierwszy spędzałam moje zimowe urodziny bez czapki i szalika. Następnego dnia w Walentynki spacerujący po plaży ludzie układali na piasku miłosne wyznania.

KLIFY LOS GIGANTES
Los Gigantes to nadmorskie miasteczko z klifami olbrzymów (Acantilados de los Gigantes) osiągającymi wysokość do 600 metrów. Znajduje się tu kilkanaście hoteli, restauracje i bary, a także malownicza marina z… parkingiem. Można zostawić tu samochód (za opłatą), pospacerować po miejscowości, a na koniec wybrać się na czarną wulkaniczną plażę Playa de los Guios.

WULKAN EL TEIDE
El Teide ma wysokość 3718 m n.p.m., jest najwyższym szczytem Hiszpanii i trzecim pod względem wielkości wulkanem na świecie. Jest tak ogromny, że widać go z wielu miejsc na wyspie (naturalnie przy bezchmurnej pogodzie; mnie udało się go sfotografować z pokładu samolotu). Oczywiście najpierw z górą zapoznał się „rowerowo” mój mąż, robił sobie „podjazdy” dla kondycji. W końcu wybraliśmy się na wulkan całą rodziną – im wyżej tym zimniej, więc nie obyło się bez ciepłych ubrań (czapki obowiązkowe!). Podziwialiśmy księżycowe krajobrazy i „pola lawy”, modląc się w duchu, żeby wulkan nie obudził się akurat z zimowego snu…

VILLA DE LA OROTAVA
La Orotava leży na północy wyspy i jest jednym z najstarszych miast Teneryfy. Elegancka, z kolonialną architekturą, klimatem zupełnie nie przypomina turystycznych miejscowości.
Spacer po mieście zaczęliśmy od… konsumpcji. Bardzo chcieliśmy napić się kawy, ale okazało się, że akurat jest tłusty czwartek i pani namówiła nas na pączki. Te hiszpańskie miały podłużny kształt i były wypełnione kremem budyniowym.
Kawiarnia znajduje się tuż obok Plaza de la Constitucion, na którym  można podziwiać kwiatowe dywany. La Orotava ma też ogród botaniczny – zgromadzono tu wiele gatunków roślin, które oczywiście spotyka się też dziko rosnące w innych częściach wyspy. „Kwiatową wycieczkę” zakończyliśmy w Ogrodach Wiktorii – stąd rozpościera się widok na miasto i ocean.

PLAYA DE LAS TERESITAS
Siedem kilometrów od stolicy wyspy Santa Cruz mieści się plaża Las Teresitas. Naturalną zatokę otoczoną klifami w 1973 roku przykryto złotym piaskiem z Sahary i obsadzono palmami kokosowymi. Dzięki temu, że plaża jest otoczona falochronem jest tu płytko i bezpiecznie dla dzieci. Obszar jest świetnie zagospodarowany: jest gdzie bezpłatnie zaparkować i zjeść, są toalety i prysznice. Jeśli będziecie podróżować samochodem, możecie wyjechać dwa kilometry w górę w kierunku Igueste de San Andres, zatrzymać się w punkcie widokowym Mirador de Las Teresitas i podziwiać plażę z lotu ptaka.

CZEGO NIE ZOBACZYLIŚMY NA TENERYFIE
Nie lubię wesołych miasteczek, cyrków, oglądania pokazów zwierząt w niewoli, dlatego z pełną premedytacją nie wybraliśmy się do Loro Park. Ja osobiście odmówiłam też wycieczki do aquaparku Siam Park, ale co kto lubi… Czego jeszcze nie polecam? Wyjazdu zorganizowanego do kompletnie pozbawionych charakteru niemiecko-angielskich miejscowości jak Los Christianos czy Costa Adeje.

TENERYFA – POSUMOWANIE
Polecam Teneryfę na relaksujący wyjazd zimą. Dostaniecie dawkę słońca, optymizmu i witaminy D. Będziecie podziwiać czarne plaże i przepiękną przyrodę. I pisząc „przyrodę” mam na myśli głównie kwiaty, bo podczas dwutygodniowego pobytu na Teneryfie nie udało mi się spotkać ani jednego karalucha… A więc jedźcie po kwiaty, te naturalne i te wykonane na szydełku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *