MOJA CÓRKA SKOŃCZYŁA ANGIELSKIE LICEUM – DWA LATA OKIEM RODZICA

MO_200327_untitled_4248_0

Nasza córka skończyła właśnie naukę w angielskim liceum, a to dobra okazja, by podsumować jak wyglądały te dwa lata z perspektywy nas, rodziców. Chciałam zamieścić w artykule przemyślenia „z perspektywy matki” i „z perspektywy ojca”. Uzbrojona w notatnik i długopis udałam się do męża i zapytałam:

– Czym był dla ciebie wyjazd naszej córki do UK?

– Dużym wydatkiem – odpowiedział.

Oczywiście żartował i nie żartował jednocześnie, bo choć była to kosztowna inwestycja mąż wielokrotnie powtarzał, że nauka za granicą pozwoliła Justynie niesamowicie się rozwinąć, i że to najlepsze co w dzisiejszych czasach można dziecku podarować. Kiedy on zajmował się zdobywaniem finansowania, ja ogarniałam inne kwestie związane z edukacją: korespondencję ze szkołą, wypełnianiem i dostarczaniem różnych dokumentów, w końcu wyjazdem na wywiadówki. Poniżej zamieszczam kilka moich wspomnień.

MO_180831_untitled_123029

JEDNYM ZDANIEM: TO BYŁA DOBRA DECYZJA

Z perspektywy czasu uważam decyzję wyjazdu za trafioną: wszystko poszło zgodnie z planem, a przecież różnie mogło być, bo wyjazd za granicę nie jest dla każdego. Niedawno ktoś odpowiedział mi o córce znajomych, która domagała się, by rodzice wysłali ją do szkoły w USA, bo „potem ma w planach studia na Harvardzie”. Niestety, dziewczyna nie odnalazła się w amerykańskiej kulturze i systemie edukacyjnym i po kilku miesiącach wróciła do Polski.

Dlaczego Justynie się udało? Jakie względy zadecydowały?

Pewnie złożyło się na to kilkanaście czynników. Po pierwsze jej cechy charakteru: dojrzałość i dobra organizacja pracy, w tym dyscyplina ukształtowana podczas kilku lat trenowania pływania.

Po drugie: świadomość celu – Justyna od zawsze wiedziała czego chce (studiować prawo) i czego nie chce (uczyć się przedmiotów ścisłych). Fakt, że w UK mogła skoncentrować się tylko na tym co ją interesowało, sprawiało jej ogromną przyjemność.

Myślę, że ważnym czynnikiem sukcesu było także to do jakiego miejsca nasza córka trafiła. Szkoła Royal Russell jest z jednej strony bardzo nowoczesna, oferuje edukację dostosowaną do wymogów dzisiejszego globalnego rynku pracy, a jednocześnie bardzo tradycyjna jeśli chodzi o wartości. Docenia ciężką pracę i wpaja młodym ludziom szacunek do innych. Nie bez znaczenia był fakt, że mieściła się ona w południowym Londynie – kto nie chciałby uczyć się właśnie w takim miejscu?

To wszystko nie oznacza, że Justyna nie miała gorszych dni, stopni poniżej swoich oczekiwań i momentów zwątpienia w swoje możliwości, ale kto ich nie ma? Podejmując decyzję o wyjeździe skoczyła na głęboką wodę i nie wyobrażała sobie powrotu do starej szkoły i starego życia.

Ostatnie dwa lata były inwestycją nie tylko w przyszłość naszej córki, ale także okazją do poszerzenia horyzontów dla całej rodziny, bo towarzysząc jej w tej drodze sami wiele się nauczyliśmy. Dowiedzieliśmy się jak działa brytyjski system edukacji, jak funkcjonuje szkoła z internatem, jakie są różnice pomiędzy polskim a angielskim liceum, a ja miałam okazję kilkakrotnie odwiedzić Londyn, miasto, w którym kiedyś przez jakiś czas mieszkałam i studiowałam.

20180903_131756
MO_180903_untitled_132316

POMOGĘ CI W BIZNESIE

Wiadomo: rodzice zawsze chcą pomóc swojemu dziecku. Kilka tygodni po rozpoczęciu szkoły Justyna wystartowała w konkursie na jej ambasadora i musiała napisać list motywacyjny. Kiedy przysłała nam szkic rzuciliśmy się na niego oboje z mężem, by poprawiać angielskie zdania naszej córki na jeszcze bardziej angielskie 🙂 Kiedy kilka miesięcy później ubiegała się do roli prefekta list przysłała nam „do wglądu” po fakcie, czyli po tym jak dostarczyła go już swojej nauczycielce. Przeczytaliśmy go z dumą, zgadzając się, że sami lepszego byśmy nie wymyślili.

Podobnie było z nauką „biznesu”. Dla Justyny to był nowy, trudny przedmiot, a dla mnie temat, w którym czułam się jak ryba w wodzie (studiowałam biznes po angielsku i miałam kilkunastoletnią praktykę zawodową). Pamiętam jak podczas pierwszej przerwy próbowałam jej „pomagać” przepytując ją z różnych pojęć, robiąc wykłady na temat rynku itd. Szybko odpuściłam, bo zrozumiałam, że mieszam jej w głowie i staję się intruzem w relacji nauczyciel-uczeń. To nauczycielka wiedziała jakie wymagania musi spełnić jej uczennica, by zdać maturę z tego przedmiotu, nie ja.

MO_200811_untitled_8854

PRZYJAZDY DO DOMU I POWROTY DO SZKOŁY

Co kilka tygodni (pomiędzy trymestrami i w ich połowie) uczniowie mieli dwutygodniowe przerwy. Justyna wracała na nie do domu z radością. Była zmęczona nauką i marzyła, by się porządnie wyspać i spotkać z warszawskimi znajomymi. Ale po dwóch tygodniach z jeszcze większą radością wracała do szkoły. To było jej nowe, fascynujące miejsce na ziemi, to tam chciała być.

Kiedy po pierwszych czterech tygodniach nauki zapytałam ją czy jeszcze raz podjęłaby decyzję o wyjeździe do Anglii, bez wahania odpowiedziała, że tak. Było ciężko, ale i ekscytująco, i interesująco.

MO_200812_untitled_-115
MO_200812_untitled_-72
MO_200812_untitled_-186

REWOLUCJA ROSYJSKA, CZYLI HISTORIA ZATACZA KOŁO

Kiedy chodziłam do szkoły musiałam uczyć się języka rosyjskiego od piątej klasy szkoły podstawowej aż do matury. Jak ja nienawidziłam tych lekcji! Żyliśmy w komunie i to właśnie Rosjan i tego ich całego Lenina obwinialiśmy o naszą klas robotniczych marną egzystencję 🙂

Jakież było moje zdziwienie kiedy odkryłam, że Justyna zamierza pisać pracę roczną z historii na temat Rewolucji Rosyjskiej. Czytała nawet książkę o tym podczas naszej wycieczki do Brigthton…

20190705_105728-01
20190717_110943-01

SAMOLOTEM NA WYWIADÓWKĘ

– W czwartek nie mogę, rano lecę na wywiadówkę do Londynu.

Prawda, że brzmi ekskluzywnie?

Na wywiadówce, czyli Parents’ evening pierwszy raz stawiłam się w lutym 2019. Spotkanie dla rodziców zorganizowano w największej sali szkoły i wyglądało podobnie jak nasz „dzień otwarty”. Każdy rodzic ze swoim dzieckiem siadał przy małym stoliku naprzeciwko nauczyciela od przedmiotu i wysłuchiwał relacji o postępach w nauce.

Justyna była w szkole już od sześciu miesięcy. Obserwowałam ją jak rozmawia z nauczycielami, jak płynnie komunikuje się po angielsku. We wrześniu zostawiłam nieśmiałą dziewczynę, przejętą nową sytuacją, w lutym zobaczyłam młodą kobietę, która świetnie sobie radzi bez pomocy rodziców.

MO_200812_untitled_-177

PRAKTYKA W CITY OF LONDON

W wakacje pomiędzy pierwszym a drugim rokiem nauki, Justyna miała odbyć praktyki w jednej z kancelarii prawnych w centrum Londynu. Szkoła postawiła warunek, by w tym czasie córka pozostawała pod opieką rodzica lub guardiana (guardian to opiekun zastępczy, gdy rodzice ucznia mieszkają poza granicami). I w taki oto sposób spędziłam ponad dwa lipcowe tygodnie w Anglii.

Odebrałam Justynę ze szkoły w czwartek, na sobotę i niedzielę miała już zaplanowane wykłady w UCL, a od poniedziałku przez dwa tygodnie praktykę w kancelarii, miałyśmy dla siebie jeden dzień wolnego: piątek. Wybrałyśmy się do Brighton pooglądać morze i spędzić trochę czasu poza wielkim miastem (naszą wycieczkę opisałam w innym wpisie).

MO_190705_untitled_7850
MO_190705_untitled_7868
MO_190705_untitled_7857

W sobotę odwiozłam Justynę (metrem) na wykłady na University College London, a sama udałam się na zwiedzanie miasta (zupełnie przez przypadek na Oxford Street trafiłam na wielokolorową paradę). 

MO_200812_untitled_-127
MO_190706_untitled_7999

Mój obowiązkowy punkt podczas zwiedzania Londynu to od zawsze sklep Liberty (o nim także piszę w oddzielnym artykule, gorąco was zachęcam do wizyty w tym niesamowitym miejscu). 

20191109_143634-01

Przez kolejne dwa tygodnie Justyna o ósmej rano wychodziła do pracy w kancelarii, a ja po zrobieniu prania w łazience (codziennie świeża koszula) i rozwieszenia go na oknie naszego hotelowego pokoju albo zabierałam się za pisanie albo udawałam się na zwiedzanie Notting Hill, City czy innej dzielnicy Londynu. Wieczorem przy prasowaniu córka opowiadała co wydarzyło się tego dnia w pracy, a przy tym podjadała polską kolację. Szczęśliwie kilka przecznic od naszego hotelu mieścił się doskonale zaopatrzony sklep spożywczy „Mleczko”. Gdyby nie polski twarożek nie wiem jak wytrwałybyśmy na angielskiej diecie…

20190708_094958-01
MO_190717_untitled_8543
MO_200812_untitled_-130

COVID I WCZEŚNIEJSZY POWRÓT DO DOMU

Drugi rok liceum był w całości podporządkowany aplikowaniu na studia i przygotowaniom do egzaminów A level. Babcia Justyny zaś szykowała się już na czerwcowe uroczyste zakończenie roku szkolnego. Niestety pewnego marcowego wieczoru trzy miesiące przed ceremonią wręczenia świadectw premier Wielkiej Brytanii ogłosił, że matury angielskie z powodu pandemii zostają odwołane.

Justyna wróciła do Warszawy ogromnie zawiedziona, że nie dane jej było zmierzyć się z egzaminami, i że tak szybko musiała pożegnać się ze szkołą i swoimi przyjaciółmi. Przywiozła ze sobą do domu pamiątkową bluzę z nazwiskami wszystkich kolegów, a także wiele cudownych wspomnień z dwóch lat spędzonych w angielskiej szkole z internatem, do złudzenia przypominającej Hogwart.

MO_200327_untitled_4243
MO_200327_untitled_4224
MO_200327_untitled_4248_0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *