Prawdziwa włoska pizza według Bruno

MO_120710_untitled_1140946

To jaka jest w końcu ta prawdziwa pizza? Na cieniutkim cieście czy na grubym?

„Wiadomo, że na cienkim” – odpowiecie.

Ach i ja bym tak odpowiedziała, bo świetnie pamiętam jeszcze te pizzowe podróbki-potworki, które pojawiły się na rynku w pierwszych latach gospodarki wolnorynkowej: grube buły posypane obficie żółtym serem. Kiedy po 1989 roku granice na zachód (i południe) na dobre się otworzyły mogliśmy w końcu posmakować prawdziwej włoskiej pizzy na cienkim. I faktycznie w przeróżnych trattoriach na taką właśnie przez lata trafialiśmy, aż w końcu pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że to ściema…

MO_120710_untitled_1150030

PODERE DEI VENTI

Kilkakrotnie wynajmowaliśmy wakacyjny dom od pewnej toskańskiej rodziny. Bruno rozbudował i pięknie zagospodarował dla swojej córki Elisabetty stare rodzinne domostwo Podere dei Venti. Elisabetta wynajmuje je turystom (dom i pobyt w tamtej okolicy opisałam w oddzielnych postach).
Tata Elisabetty wciąż uprawia ziemię leżącą obok domu i produkuje oliwę, warzywa i wino.

MO_100627_untitled_1080049
MO_090704_untitled_1050399
MO_120708_untitled_1140813

PIEC DO PIZZY

Pewnego lata kiedy przybyliśmy do Podere po raz trzeci dumny Bruno zademonstrował nam swoją nową konstrukcję – piec do pizzy i zaproponował, że może nam pokazać jak zrobić taką prawdziwą włoską domową pizzę (bo ta w knajpach to „żarcie dla turystów”). Poprzedniego wieczoru podyktował mi listę składników, które miałam zakupić w miasteczku i umówiliśmy się, że następnego dnia rano zaczniemy wyrabiać ciasto.

MO_120710_untitled_1140999
MO_120710_untitled_1140998

3 KILO MĄKI

Bruno kazał mi kupić między innymi 3 kilo specjalnej mąki na pizzę (farina tipo 00).

„Po co nam tyle mąki?” – pomyślałam i kupiłam kilogram (zgadnijcie, kto jechał drugi raz do sklepu).

Kiedy po moim powtórnym wyjeździe do miasta mieliśmy już wszystko co potrzeba, Bruno zabrał się za mieszanie składników na ciasto. Poza mąką, solą, wodą i rozczynem drożdży dodał trochę oliwy własnej produkcji.

MO_120710_untitled_1140913
MO_120710_untitled_1140914
MO_120710_untitled_1140915 kopia

Ciasto odstawił do wyrośnięcia i poszedł do swojej roboty (wokół drzewek oliwnych i winorośli).
My zajęliśmy się opalaniem i kąpielami w basenie.

W ciągu dnia Bruno wracał jeszcze kilka razy, żeby ciasto powyrabiać, a przed kolacją (po sjeście w swoim domu w miasteczku) przyjechał do nas i zaczęło się szykowanie składników.

Ktoś kręcił mozzarellę przez maszynkę do mięsa, ktoś inny kroił cukinię i ziemniaki. Otoczony przez chmarę dzieciaków Bruno rozłożył na stole blaszki na pizzę i wysmarował je tłuszczem.

MO_120710_untitled_1140926
MO_120710_untitled_1140935
MO_120710_untitled_1140949
MO_120710_untitled_1140980
MO_120710_untitled_1140988

12 BLASZEK

Blaszek było dwanaście.

„Kto to wszystko zje?” – myślałam i pocieszałam się: – Najwyżej zostanie na następny dzień.”

Bruno rządził, a ja po wpadce z mąką pokornie przyglądałam się jego pracy. Okazało się, że ta prawdziwa domowa włoska pizza po pierwsze ma mieć grubsze ciasto. Po drugie nie kładzie się na nią kilku składników, a wręcz przeciwnie – Bruno przygotował dwanaście jednoskładnikowych placków. Jeden był tylko z prosciutto, inny wyłącznie z cukinią, kolejny z ziemniakami i rozmarynem. Oczywiście rozmaryn w postaci wielkich krzaków rósł (i rośnie) sobie obok domu Elisabetty.

MO_120710_untitled_1150017
MO_120710_untitled_1150016
MO_120710_untitled_1150015
MO_120710_untitled_1150018

CZAS ROZPALIĆ PIEC

Kiedy placki miały już swoje składniki, Bruno rozpalił piec do pizzy. Stałam obok niego dla towarzystwa, obserwowałam co robi (tłumaczył mi wszystko bardzo dokładnie przekonany, że za kilka dni sama odpalę ten piec; w końcu pokazał nam właśnie jak się robi prawdziwą pizzę). Kiwałam głową, ale uczciwie mówiąc niewiele rozumiałam z tego, co opowiadał. 

MO_120710_untitled_1140995
MO_120710_untitled_1140997
MO_120710_untitled_1150033
MO_120710_untitled_1150008

Praca szła gładko i już wkrótce mieliśmy do zjedzenia dwanaście blaszek toskańskiej pizzy. I nie wiem nawet jak to się stało, ale na następny dzień nie został ani kawałek, ani okruszka…

Grazie mille, Bruno!

P.S. Przepis na placek z ziemniakami i rozmarynem znajdziecie w moim wpisie „Pizza domowa” w zakładce Kuchnia.

MO_120710_untitled_1150031
MO_120710_untitled_1150029

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *