TRZY I PÓŁ MIASTECZKA CINQUE TERRE, LIGURIA

Vernazza

Uwaga! To będzie wpis, w którym strasznie marudzę, ale chcę ostrzec tych wszystkich, którzy oglądając zdjęcia pięknych miejsc jak Cinque Terre, idealizują je sobie, a gdy już dotrą na miejsce, rzeczywistość okazuje się zgoła inna od ich wyobrażeń…

Na ścianie mojej łazienki wisi zdjęcie Vernazzy, małego portowego miasteczka w północnej Italii. Zobaczenie Vernazzy na żywo, jak i reszty Cinque Terre było moim marzeniem od lat, ale jakoś nigdy się nie składało. W końcu okazja zobaczenia „Pięciu ziem” nadeszła 30 kwietnia 2018 roku.

CINQUE TERRE – MAŁE MIASTECZKA, WIELKIE OCZEKIWANIA
Na dziesięciu kilometrach liguryjskiego wybrzeża przycupnęło pięć malowniczych miasteczek. Zawieszone na skałach pomiędzy morzem a lądem, z malowniczymi plażami, połączone ze sobą pieszymi trasami. Kiedyś mieszkańcy tych osad zajmowali się rybołówstwem i rolnictwem, teraz wynajmują pokoje turystom.
Nasłuchałam się od znajomych i naczytałam się, że CT to najpiękniejszy kawałeczek Włoch, magiczny i niepowtarzalny dzięki swojemu położeniu. Przed podróżą stworzyłam sobie w głowie obrazek wspaniałej całodniowej wycieczki, wyobrażałam sobie jak całą rodziną wędrujemy po ścieżkach zachwycając się pięknem przyrody i kolorowych kamieniczek, przysiadamy by wypić kawę na placyku i robimy pamiątkowe zdjęcia. Niespiesznie, bez tłumów, w końcu sezon jeszcze się nie zaczął…

CINQUE TERRE – LOGISTYKA
Przed każdą wycieczką ważne jest opracowanie logistyki, a w przypadku Cinque Terre jest to szczególnie potrzebne, ponieważ właściwie nie da się do miasteczek dojechać samochodem (kręte, wąskie drogi, brak parkingów). Wszystkie przewodniki namawiają do pozostawienia samochodu w miejscowości La Spezia i poruszania się pomiędzy miasteczkami pociągiem, i tak zrobiliśmy. O dziewiątej rano wjechaliśmy do zaskakująco gwarnej jak na tę porę dnia La Spezia. Większość parkingów była już pełna, cudem znaleźliśmy miejsce na ulicy (pozostawienie auta na cały dzień kosztuje kilkanaście euro) i wraz z innymi turystami ruszyliśmy na stację kolejową La Spezia Centrale.

CINQUE TERRE CARD 
Na stacji ku naszemu przerażeniu ujrzeliśmy dłuuugą kolejkę wijącą się do Cinque Terre Point. Mąż z dziećmi ustawił się na końcu ogonka, a ja podeszłam do miejsca sprzedaży zorientować się ile może potrwać to kupowanie biletów. Każdy klient zanim zakupił bilet dla siebie i rodziny rozmawiał chwilę z informatorem o tym co zwiedzać, jak poruszać się po parku i oglądał mapkę. Klientów obsługiwały dwie osoby, a kolejka właściwie się nie poruszała. Oceniłam, że zakup biletów zajmie nam około dwóch godzin i zaczęłam szukać innego sposobu na ich zdobycie. Zagadałam do pani z punktu informacyjnego i dowiedziałam się, że:

  • obok jest drugi punkt (kolejka równie długa),
  • nie kupię biletów w automacie (tam można kupić bilet w jedna stronę a nam zależało, żeby kupić kartę całodniową dzięki której moglibyśmy wsiadać i wysiadać na dowolnej stacji),
  • mogę kupić bilety w kasie okienka kolejowego (TrenItalia). Tam kolejka była o połowę krótsza, okienek było cztery i nikt tu nie rozmawiał o tym, co zwiedzać tylko kupował bilet i odchodził. Udało nam się zdobyć Cinque Terre Card w ciągu 20 minut.

Karta uprawnia do poruszania się po wszystkich stacjach i ścieżkach, za naszą 5-osobową rodzinę (dwoje dorosłych + troje nastolatków) zapłaciliśmy 80 Euro. Pan w kasie dorzucił nam rozkład jazdy pociągów, który okazał się totalnie bezużyteczny, bo wszystkie pociągi mają tu „un ritardo” (opóźnienie).

Podsumowując na dworcu w La Spezia spędziliśmy w różnych kolejkach około 90 minut. Była kolejka do wejścia na dworzec, kolejka do kasy z biletami, kolejka do przejścia podziemnego, kolejka do wejścia na peron, kolejka do miejsca na peronie, kolejka do wejścia do pociągu…
Na peronie stało około dwustu osób i razem z nimi wcisnęliśmy się do pociągu (na szczęście był dwupoziomowy). Postanowiliśmy, że przechytrzymy system – zamiast oglądać miasteczka od pierwszego do piątego pojedziemy od razu do ostatniego na trasie, czyli Monterosso al Mare i zwiedzanie zaczniemy od końca (zanim reszta turystów tam dotrze). Niestety, kilkaset osób miało ten sam pomysł.

Cingue terre, tłumy na dworcu
Cingue terre, tłumy na dworcu

CINQUE TERRE – MONTEROSSO AL MARE
Monterosso wydaje się malutką mieściną, ale z perspektywy kolejnych miasteczek to prawdziwa metropolia. Od stacji do centrum wiedzie długi deptak wzdłuż morza – można przysiąść na kawę lub zejść na całkiem ładną plażę z charakterystyczną czarną skałą.
Po spacerze po Monterosso al Mare skierowaliśmy się na szlak, który wiódł w stronę kolejnego miasteczka – Vernazzy. Idąc wąską ścieżką za innymi turystami (z niemowlętami w wózkach i psami na smyczy) byliśmy zmuszeni zatrzymywać się raz po raz. Po kilkunastu minutach i pokonaniu kilkudziesięciu metrów zniecierpliwieni zawróciliśmy w stronę stacji kolejowej. Po drodze przysiedliśmy na kawę i lody na plaży z czarną skałą (trzeba się było wzmocnić przed walką, którą mieliśmy stoczyć zaraz podczas wsiadania do pociągu) i to był jedyny relaksujący moment podczas tej wycieczki…

Monterosso al Mare
Monterosso al Mare
Monterosso al Mare
Ścieżka z Monterosso al Mare do Vernazzy

Ścieżka z Monterosso al Mare do Vernazzy

CINQUE TERRE – VERNAZZA
Vernazza i znowu ta sama historia: tłok przy wyjściu z pociągu i ze stacji, który zamienił się w nurt ludzi wolno płynący w stronę portu. Samo miasteczko nie zachwyciło: odrapane budynki, sklepy z tandetą, śmieci pływające w morzu. I tłumy ludzi w knajpkach jedzących lunch (jak można w ogóle jeść w takim hałasie?). Odeszliśmy w bok od rynku, przysiedliśmy na skałach, i dopiero z daleka można było w spokoju popatrzeć na scenerię i porównać ją ze zdjęciem wiszącym w łazience, które fotograf musiał chyba zrobić zimą o wschodzie słońca…

Vernazza i autorka
Vernazza
Vernazza
Vernazza
Vernazza
Vernazza

CINQUE TERRE – CORNIGLIA
Do trzeciego miasteczka dotarliśmy już nieco zmęczeni, tymczasem po wyjściu ze stacji kolejowej czekał nas całkiem długi spacer do miasta – najpierw wędrowaliśmy wzdłuż torów, a potem wspinaliśmy się wraz z innymi turystami po schodach (schodów było ze czterysta). Ocierając pot z czoła myślałam o nagrodzie, która czeka na mnie na szczycie. Szliśmy za innymi wąską ulicą w nadziei, że tam dokąd zmierzamy będzie coś interesującego do zobaczenia. Nie robiłam nawet po drodze do tego „czegoś wspaniałego” zbyt wielu zdjęć (na każdym i tak byliby głównie turyści). Dotarliśmy w końcu do placyku z kościołem, na jego tyłach odbywał się regularny mecz piłkarski (chłopaki mieli w nosie turystów), obok był taras zabezpieczony siatką, z którego można było robić zdjęcia widocznej z daleka Manaroli (miasteczka nr 4 na naszej trasie).
– Koniec, mam tego dość! – oświadczył mąż. – Wracamy do domu.
Próbowałam walczyć, ale dzieci podzieliły zdanie męża (4:1), zrobiłam więc z tarasu widokowego w Corniglii zdjęcie Manaroli i po pokonaniu 400 schodów z powrotem do poziomu 0 m n. p m., spacerze wzdłuż torów na stację i kolejnej walce zakończonej dostaniem się do pociągu wróciliśmy do La Spezia.

Mecz piłkarski na tyłach kościoła w Corniglii
Plac w Corniglii

Manarola, zdjęcie z tarasu w Corniglii

CINQUE TERRE – PODSUMOWANIE
Aby zrozumieć to, co dzieje się w Cinque Terre trzeba wyobrazić sobie skalę: miasteczka są malutkie, a ilość turystów, którzy chcą je zobaczyć ogromna (lekko szacując w malutkiej Corniglii było na raz kilka tysięcy ludzi). To sprawia, że zamiast podziwiania piękna architektury czy widoków, każdy turysta musi dostosować się do tempa innych idących przed nim ludzi mających jeszcze dla urozmaicenia ze sobą niemowlęta, wózki, nosidełka, psy na smyczy, psy bez smyczy (biedne dzieci i zwierzęta). Za każdym razem gdy ktoś zatrzyma się, np. żeby zawiązać sznurówkę, pstryknąć zdjęcie czy obejrzeć widoczek, rzeka ludzi za nim również staje w miejscu. Samo wydostanie się ze stacji kolejowej w każdej miejscowości zajmuje około kwadransa…
W CT byliśmy 30 kwietnia – nie umiem wyobrazić sobie co tam się dzieje w lipcu czy sierpniu.
Czy poleciłabym ten wyjazd znajomym? Nie. Miasteczka są pewnie ładne, ale pełno takich ładnych miasteczek we Włoszech.
Czy kiedyś tu wrócę? Może, jeśli nadarzy się okazja, może poza sezonem, ale na pewno nie przyjadę tu za wszelką cenę. Włochy mają do zaoferowania wiele pięknych miejsc, a CT trochę mnie rozczarowało. I ten tłok! A żeby było jeszcze tłoczniej pojechałam tam ja z moją wielodzietną rodziną. Sorki! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *