Smak i styl, czyli piękna Kopenhaga

kopenhaga-tytulowe
kopenhaga-1
kopenhaga-2

Do Kopenhagi sama pewnie bym się nie wybrała, gdyby nie zawody Ironman, w których chciał wystartować Mąż. Polecieliśmy na kilka dni, tyle wystarczyło, by zakochać się w tym mieście.

Jakie skojarzenia przychodzą do głowy, gdy myśli się o Kopenhadze, Danii czy Duńczykach?
Pisarz Hans Christian Andersen, modelka Helena Christensen, rodzina królewska, Syrenka, hygge, najszczęśliwszy naród świata, most przez morze do Szwecji, ekologia, dobry styl, prostota, rowery…

Mnie z Danią od zawsze kojarzy się też marka ubrań i dodatków Jackpot, której od kilku lat nie ma już w Polsce, nad czym bardzo ubolewam, bo uwielbiałam ją za jakość i niepowtarzalne wzornictwo.

jackpot

Zawsze kiedy wybieramy się na zawody Ironman mamy obowiązki z tym związane: trzeba odebrać pakiet startowy, zostawić rower i inne klamoty w strefie, obejrzeć miejsce rzeźni (zbiornik wodny, trasę rowerowa i biegową). Tym razem było jeszcze bardziej nerwowo, bo to miał być dla Męża pierwszy pełny dystans Ironman, czyli: 3,8 km pływania, 180 km roweru i 42 km biegu na deser 🙂

Trzeba było sobie jeszcze te zawody oswoić, poukładać w głowie, przeliczając kilometry na znane z treningów rundki: pływanie to będą cztery Jeziorka Czerniakowskie, rower – z Warszawy do Kozienic i z powrotem, a na koniec cztery razy Las Kabacki dookoła. O nieludzkiej porze (czwarta rano) zerwaliśmy się z łóżek, zalaliśmy wrzątkiem owsiankę instant, dołożyliśmy banana, a kiedy zawodnik pochłonął przepisową liczbę kalorii, wyruszyliśmy na start.

ironman

Kiedy Mąż ukończył pływanie, wsiadł na rower i pojechał nim na drugi koniec Danii, ja mogłam wrócić do hotelu, zjeść porządne śniadanie i udać się na zasłużoną drzemkę. Miałam cztery godziny luzu. Dopiero po trzynastej Mąż miał się pojawić na kopenhaskiej starówce. Kibicowanie mu połączyłam z fotografowaniem. Uwieczniłam na zdjęciach wszystkie miejsca, po których przebiegał maraton.

pomnik-1
pomnik-2
kopenhaga-palac-1
kopenhaga-palac-2
kopenhaga-palac-3

Mała Syrenka, pomnik Andersena, pałac rodziny królewskiej (Amalienborg) z wartownikami u bram. Spacerując ulicami wszędzie napotykałam rowery, miałam wrażenie jakby ktoś udekorował nimi miasto.

kopenhaga-rower
kopenhaga-rower-1

Zachwyciły mnie też fasady budynków (dom z owadami!), butelki wina od niechcenia zostawione na stole w koszu przed barem, sklepy z doskonałym wystrojem, targ kwiatowy, malwy w ogrodach czy doniczki z błękitnymi hortensjami zdobiące wejścia do domostw. Miasto wygląda trochę tak jakby właśnie przeszedł się po jego ulicach architekt wnętrz i poprzyozdabiał je dla mieszkańców i zwiedzających.

fasada-budynku
kopenhaga-budynek-1
kopenhaga-budynek-2
dynie
kwiaty-1
hortensje
roze
kopenhaga-sklep
butelki-wina
kopenhaga-sklep-2

Kopenhaga jest czysta, pięknie łączy stare budownictwo z modernistyczną architekturą. Nowoczesne rozwiązania są widoczne na każdym kroku, nas najbardziej zaskoczyło metro jeżdżące bez motorniczych.

kopenhaga-zabytki
budynki-nad-woda
statek-kopenhaga

Następnego dnia po zawodach wędrując po starówce wstąpiliśmy do sklepu z królewską porcelaną. Artystka, która ją malowała, pozwoliła mi uwiecznić swoją pracę na zdjęciach. Byłam pod wrażeniem perfekcji z jaką nanosiła wzory pędzelkiem na talerz.

krolewska-porecelana-sklep
krolewska-porcelana
malowanie-porcelany
malowanie-porcelany-1
malowanie-porcelany-2
krolewska-porcelana-2
malowanie-porcelany-3
krolewska-porecelana-4

Podczas zwiedzania zupełnie niechcący nogi zaprowadziły nas do sklepu z wełną. Zadowolony z wyniku uzyskanego w zawodach Ironman Mąż, pozwolił mi kupić sobie kilka motków 🙂

kopenhaga-welna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.